Drukuj
Kategoria: Diagnozy i prognozy
Image
Loïc Wacquant
(Komentarz Demokratesa: niedorozwinięta świadomość coraz dotkliwszych antydemokratycznych tendencji obecnego kapitalizmu skłania do ich unaoczniania przy każdej okazji)

U progu III Rzeczypospolitej w roku 1990 polskie areszty i zakłady karne zasiedlało niewiele ponad 50 000 osadzonych [1]. W marcu 2007 ich liczba sięgnęła 91 331[2]. Polska znalazła się tym samym w ścisłej czołówce krajów z najwyższym w Unii Europejskiej współczynnikiem inkarceracji (234 osadzonych na 100 tysięcy mieszkańców.), dając się w tym niechlubnym rankingu wyprzedzić jedynie trzem państwom Bałtyckim [3]. Wygląda na to, że Polska droga do wolności wszystkich wiedzie przez więzienie niektórych (coraz liczniejszych). Obiegowa mądrość liberalna oswaja nas z tą myślą – czyż za wolność nie trzeba słono płacić? Zapewne, do tego przychodzi to o wiele łatwiej, kiedy nie płaci się z własnej kieszeni. Jeśli w dyskursie publiczno – medialnym w ogóle dostrzegano pełzającą ekspansję więziennej represji, to przypisywano ją, jak zawsze, dziedzictwu „komunistycznej” przeszłości. Miał to być kolejny garb dźwigany przez młodą Polską demokrację. Tyle, że garb ten rósł z czasem zamiast się kurczyć. Tymczasem postkomunistyczna bądź co bądź Słowenia jest krajem, gdzie więźniów jest relatywnie najmniej. Czy dlatego, że to mały kraj? Dlaczego zatem czarną listę otwiera Litwa i Estonia? Jeśli eksplozji więziennej nie uznajemy za fatum, to musimy znaleźć lepszą odpowiedź.
 
Loïc Wacquant, francuski socjolog, współpracownik i uczeń Pierra Bourdieu [4], wykładający dziś na uniwersytecie w Berkeley proponuje taką odpowiedź: powrót masowej represji karnej w większości współczesnych społeczeństw demokratycznych jest strukturalnie powiązany z neoliberalną mutacją kapitalizmu, która rozpoczęła swą światową karierę w latach 80 XX wieku. Ścisłe związki liberalizmu z więzieniem analizował już w latach 70 Michel Foucault. Wskazywał wtedy, że więzienie nie jest dla liberalnego kapitalizmu złem koniecznym ani wstydliwym produktem ubocznym. Jest raczej przedmiotem dumy i jednym z ustrojowych fundamentów. Z jednej strony jest ono swoistym polem eksperymentalnym, na którym bada się możliwości wdrażania „ducha kapitalizmu” i jego etyki, ludziom pracy najemnej, z drugiej pozostaje represyjnym narzędziem doraźnego regulowania i dyscyplinowania niższych warstw społecznych na potrzeby rynku pracy.

Czy jednak więzienie nie służy przede wszystkim do przeciwdziałania przestępczości i ochrony ofiar? Niewykluczone, że więzienie spełnia i tę funkcję. Wacquant nie jest abolicjonistą. Nie domaga się likwidacji instytucji więzienia. Zdarzało mu się pisać, że radykalni abolicjoniści usuwają nam z pola widzenia rzeczywiste i osiągalne politycznie stawki w kwestii karania. Pamiętać jednak trzeba, że funkcja prewencyjna zakładów karnych jest co najmniej problematyczna. Ostatecznie to właśnie więzienie przekształca zbiór jednostek, które na rozmaite sposoby weszły w konflikt z prawem, w upośledzoną klasę społeczną wyposażoną we własny kodeks postępowania, poczucie przynależności, wspólnych doświadczeń, sieć wzajemnych powiązań i współzależności. Wykluczenie ze społeczeństwa i osobiste wydziedziczenie idzie w parze z wytwarzaniem nowej społecznej jakości – grupy zdolnej do samodzielnej reprodukcji na własnych zasadach. W tym sensie pytanie, czy więzienie rzeczywiście przyczynia się do ograniczenia społecznej przemocy, pozostaje otwarte. Jeszcze w latach 70 traktowała je z całą powagą kryminologia głównego nurtu, a w ślad za nią szły polityczne decyzje i poszukiwania rozwiązań, które pozwoliłyby zminimalizować karną represję jako sposób rozwiązywania problemów społecznych. Zwrot represyjny epoki Reagana i Thatcher oznaczał delegitymizację tych poszukiwań. W nowym opakowaniu podawano stare recepty w kwestii zbrodni i kary. Rehabilitowano też pośrednio brutalność i arbitralność zawsze obecną w działaniach policji i innych służb „prawa i porządku”. Wacquant opisuje, jak do tego doszło. Odsłania ideologie, dyskursy i interesy stojące za decyzją o gigantycznej rozbudowie amerykańskiego archipelagu więziennego i pokazuje sposoby, jakim idee te torują sobie drogę na inne kontynenty – w szczególności do Europy Zachodniej.

Wacquant napisał „Więzienia nędzy” pod koniec lat 90 i postawił tu mocną diagnozę represyjnej polityki państwa. Neoliberalizm nie oznacza po prostu mniej państwa, jak chętnie głoszą to jego apologeci. Oznacza on mniej państwa socjalnego, mniej redystrybucji i usuniecie perspektywy socjalnej w podejmowaniu strategicznych decyzji ekonomicznych. Jednocześnie neoliberalizm to więcej państwa penalnego, więcej państwa paternalistycznego wobec biednych, to hipertrofia kontroli i regulacji prywatnego życia niższych warstw społecznych. O ile w latach 70 więzienie chciano podporządkować logice działania pomocy społecznej, dzisiaj to pomoc społeczna podporządkowana zostaje logice represji karnej. Diagnoza Wacquanta pozostaje po dziesięciu latach całkowicie aktualna. Tendencje, które pokazał, nasiliły się w ostatniej dekadzie. 11 września stanowił dodatkowy pretekst dla umocnienia i rozszerzenia zakresu działania instytucji nadzoru nad niższymi klasami społecznymi. W ramach praw antyterrorystycznych i regulacji Traktatu z Schengen pojawiły się nowe technicznie i prawne formy represji. Chociaż prywatne więzienia nie odniosły sukcesu w Europie, to nadal trzymają się mocno w świecie anglosaskim [5]. Nade wszystko jednak trwa w najlepsze, choć w różnym tempie i skali, operacja „wielkiego zamknięcia” biedy.

Przodują tu te same kraje, które nieodmiennie stawiało się do niedawna za wzór sukcesu ekonomicznego, ale także skutecznego rozwiązywania problemów społecznych i walki z bezrobociem. W 1997 roku, kiedy Wacquant pisał swoją książkę, w USA było 1758079 osadzonych (648 na 100 tys. mieszkańców), w roku 2006 było ich już 2 186 230 (738 na 100 tysięcy mieszkańców). Stany Zjednoczone nie tylko utrzymały pozycję więziennego lidera, ale nie przestały powiększać swojej przewagi. Zachodnioeuropejski lider karania, Wielka Brytania, sytuuje się co prawda o klasę niżej, jednak także podąża wytyczonym szlakiem, z 68 tysiącami więźniów na początku rządów Laburzystów w roku 1997 (120/100tys.) 79 861 (148/100 tysięcy) w roku 2006 pod koniec panowania Tony’ego Blaira. Pozostałe kraje Europy Zachodniej są nieco bardziej wstrzemięźliwe, jednak i tu zarysowuje się wyraźnie tendencja do penalizacji i izolacji. Holandia, jeszcze niedawno przodująca w stosowaniu pozawięziennych strategii kary, zwiększyła współczynnik inkaraceracji najbardziej spektakularnie z 87 do 128. Belgia z 82 do 91, Niemcy (Wacquant wskazuje, że w latach 90 uniknęły ekspansji więzień, tendencja ta odwróciła się za rządów Schroedera) z 90 do 95, Włochy z 87 do 104. Wzrost populacji więziennej dotknął też kraje skandynawskie, które opierały się najdłużej.[6]

Wszystko zdaje się wskazywać, że mamy tu do czynienia z głębokim i nieuniknionym procesem związanym z neoliberalnym kapitalizmem. Jeśli ten ostatni uderza w pracowników, a szczególnie pracowników niewykwalifikowanych i imigranckich, to nie ma nic dziwnego w tym, że rośnie przestępczość. Czy wzrost więziennej populacji nie jest naturalną reakcją na wzrost przestępczości? To pozornie poprawne rozumowanie jest jednak zawodne. Związki penalizacji i neoliberalizmu są bardziej złożone i, by tak rzec, polityczne. Wacquant pokazuje, że w trakcie trwania karceralnej eksplozji przestępczość w USA spadała a w Europie pozostawała na stabilnym poziomie. (W Polsce w latach dziewięćdziesiątych przestępczość rosła, także za sprawą rozszerzania katalogu przestępstw, lecz nigdy nie w takim tempie jak ilość wyroków skazujących i rzeczywista liczba osadzonych, potem ustabilizowała się, co nie przeszkodziło pęcznieć więzieniom [7]). Kryminologowie wskazują na wiele czynników, które ograniczały w tym czasie wzrost przestępczości – do najważniejszych należy czynnik demograficzny (relatywne zmniejszenie się liczby młodych mężczyzn). Nie to jest jednak najważniejsze. Istota sprawy: polityka karnej represji nie była odpowiedzią (fałszywą lub prawdziwą) na gwałtowną falę przestępczości, po prostu dlatego, że fali takiej nie było.

Wiele wskazuje na to, że masowa penalizacja jest integralną częścią aksjologii, doktryny i praktyki politycznej neoliberalizmu. Deregulacja ekonomiczna i transfery bogactwa w górę drabiny społecznej skorelowane są wzmocnieniem państwowego aparatu przymusu i paternalistycznej ingerencji w życie obywateli, w szczególności obywateli słabszych społecznie i ekonomicznie. Łatwo sobie wyobrazić, że jeszcze dotkliwiej odczuwają to mieszkańcy USA i Europy nie cieszący się „przywilejem” obywatelstwa. Tutaj dochodzimy do kolejnej ważnej części diagnozy Wacquanta. Rządy „prawa i porządku” nie są dla wszystkich równe. Tak więzienie, jak arbitralne i brutalne działania policji, uderzają przede wszystkim w słabszą część społeczeństwa: bezrobotnych, pozbawionych stałego zatrudnienia, mieszkańców biednych dzielnic. Ten oczywisty fakt jest trudny do ukrycia, więc dominujący dyskurs medialno-polityczny przeprowadza klasyczną operację demonizacji i moralnej deprecjacji biednych. Wykluczeni sami są sobie winni. Uderza się w dobrze znane tony „kryzysu cywilizacji”, „panoszącego się nihilizmu” i permanentnego zagrożenia czyhającego na moralną większość porządnych obywateli. Problem polega na tym, że polityka represji cieszy się niezmiennie poparciem większości obywateli. Coś, co samo jest częścią neoliberalnej polityki państwa, dość powszechnie postrzegane jest jako antidotum na jej skutki. Poczucie niepewności i słabości, będące udziałem wielu, ma być kompensowane paternalistyczną siłą karzącej ręki państwa. Tak długo jak nie odczarujemy więzienia, mechanizm ten będzie działał na mocy błędnego koła.

W Polsce książka Wacquanta powinna być bardzo dobrze zrozumiała. Dekompozycja państwa opiekuńczego realnego socjalizmu była wszak zarówno bardziej gwałtowna jak i bardziej kompletna niż rewolucja Thatcherowsko-Reaganowska na Zachodzie. Miała za to te same korzenie ideologiczne. O ile komponent ekonomiczny neoliberalnej doktryny jest już dość dobrze rozpoznany, o tyle wciąż słabo uświadamiamy sobie jej składnik penalny. W gruncie rzeczy wszystkie siły polityczne i opiniotwórcze akceptowały postulat „więcej represji”. Niektóre, na czele z Prawem i Sprawiedliwością zbiły na nim potężny kapitał. Warto zauważyć, że ta część przesłania PIS nie spotkała się z krytyką ani PO, ani „liberalnych elit”. Tezy o „froncie obrony przestępców”, „liberalizmie” sądów i prokuratur oraz luksusowych więzieniach stały się prawdami obiegowymi w tym samym czasie, gdy cele były skrajnie przepełnione, sądy automatycznie przedłużały areszty tymczasowe, a parlament zaostrzał prawo karne. Więzienia nędzy mają się świetnie w kraju nad Wisłą.


[1] Mały Rocznik Statystyczny 2000, Zakład Wydawnictw Statystycznych 2008, s.97
[2] Patrz Informacja o Wykonywaniu Kary Pozbawienia Wolności i Tymczasowego Aresztowania, Tabl.1 Ogólne dane o zaludnieniu Aresztów Śledczych i Zakładów Karnych , Centralny Zarząd Służby Więziennej, 2007
[3] Walmsley, Roy (October 2006). "World Prison Population List” (Seventh Edition)
[4] Po Polsku ukazała się ksiązka będąca zapisem krytycznego wywiadu L.W z Pierrem. Bourdieu, P.Bourdieu, L.Wacquant, Zaproszenie do socjologii refleksyjnej, Oficyna Naukowa, Warszawa 2001
[5] W 2006 roku w Anglii i Walii prywatne więzienia „obsługują” 11% osadzonych, w USA 7,2%, a w Australii aż 17% (dane za http://www.prisonreformtrust.org.uk)
[6] Dane za rok 2006 "World Prison Population List” (Seventh Edition) op.cit
[7] Patrz Mały rocznik statystyczny 2000 i Mały rocznik statystyczny 2008, odpowiednio s.90 i 95



Zródło:  Michał Kozłowski. Wstęp w Loïc Wacquant, Więzienia nędzy, Warszawa: nakładem Instytutu Wydawniczego Książka i Prasa, 2009, za http://cia.bzzz.net
Odsłony: 3625