Drukuj
Kategoria: Głupstwa najgorsze
ImageA także dlaczego nie giną w toku ewolucji?  Dlaczego wszechobecna naturalna selekcja nie wygubiła ich do szczętu? Czyż nie jest tak, że osobniki słabsze i obolałe mają mniejsze szanse replikacji?  Czyż nie jest mianowicie regułą, iż reagując bólami głowy, stawów i mięśni na nadchodzące, jakże częste na naszej planecie, zmiany pogody, osoby takie lubią się wymawiać od prokreacyjnych obowiązków?  
 
Odpowiedź na te dręczące egzystencjalne pytania jest dość prosta, choć może nie od razu przychodzi do głowy. Tworzy ją teza w gruncie rzeczy nietrudna do uprawdopodobnienia. Punktem wyjścia jest tu, rzecz jasna, mutacja jednego z genów uwrażliwiająca na nadciągającą złą pogodę. To prawda, iż jest mało prawdopodobne, by mutacja tak uciążliwa, pozostawiona samej sobie, mogła się utrzymać na dłuższą metę. Miała jednak tę możliwość przetrwania - i to jest właśnie zapowiedzianym wyjaśnieniem -  dzięki połączeniu z zapisem genetycznym odpowiedzialnym za empatię.  To znaczy za odwieczną umiejętność ludzką wczuwania się w innych.  Połączenie to  sprawia mianowicie, iż od wieluset tysięcy lat jednostki łączące w sobie te dwa uwrażliwienia pozostają podczas dramatycznych niepogód - wraz z zależnymi od siebie bliskimi - w  domu, w jaskini lub w innym bezpiecznym miejscu. Sprawa na pewno nie jest jeszcze całkiem jasna, lecz przed wszelkimi innymi dodatkowymi wyjaśnieniami o odpowiedź  prosi się  pytanie, w jaki sposób to pozostawanie w  domu z innymi wiąże się z empatią.  

Dla konkretności obrazu porównajmy postępowanie dwóch mężczyzn różniących się na tym polu skrajnie, a mających za zadanie, każdy z osobna, zaprowadzić podległą i posłuszną mu grupę kobiet, dzieci i młodzieży na daleki i trudnodostępny teren, gdzie wszystkim będzie się żyło znacznie lepiej. Niech jeden i drugi przed wyruszeniem w długą i niebezpieczną drogę zda sobie sprawę z tego, że nadchodzi bardzo groźne załamanie pogody.    
 
To prawda, że mężczyzna typu macho, kochający zewnętrzne oznaki cudzej i własnej mocy, może być również wrażliwy na zmiany atmosferyczne. Jednakże, im bardziej ceni swój autorytet, tym mniej tę swoją wrażliwość wykorzystuje i tym trudniej mu przeczuć, na jakie cierpienia i straty zdrowia narazi innych w danej groźnej sytuacji. Nie wykluczone, że w swej zaćmiewającej moralnie żądzy chwały i sukcesu  zgubi siebie, swoje dzieci i żony. Na przykład na śliskim stoku stromej góry, w odmętach rzeki lub na bezdrożnej pustyni. I chociaż zwykle nie przepuszczał okazji do mniej czy bardziej świadomego ojcostwa, teraz położy przedwcześnie kres replikacji swoich genów. Tymczasem meteopatyczny empatyk, nie lekceważący swej meteopatycznej wiedzy i intuicji pogodowej, a zarazem  wczuwający się lepiej w cudze cierpienia  i przez to znacznie mniej czuły na uroki rywalizowania z innymi, ma nieporównywalnie większe szanse na obiektywną ocenę sytuacji. Mniej także będzie się wstydził zmienić plan działania i pozostać w jaskini.  

Wiele milionów razy zdarzało się zapewne, że mężczyzna taki przeczekiwał bezpiecznie szalejące burze, huragany i powodzie z kobietami i dziećmi. Opuszczony, nierzadko, przez innych mężczyzn, którzy woleli towarzyszyć temu drugiemu, czyniącemu wrażenie większej mocy. Zostając w domu z dziećmi i kobietami, nie tylko leczył migrenę, lecz zapewne pomagał także kołysać niespokojne niemowlęta,  gdy ich płacz rozsadzał mu bolącą głowę.  Ponieważ podczas takiego przeczekiwania niewiele było poza tym do roboty, wykorzystywał bez wątpienia każdą ulgę w migrenie, by podziwiać niewiarygodne piękno otaczających go kobiet. Nie szczędząc im komplementów i miłych słów, stawał się w końcu ojcem wielu dzieci.

W ten sposób empatia przyczyniała się przez miliony lat do konserwowania meteopatii, podobnie jak meteopatia utrwalała empatię. Oto jedna ważnych przyczyn, dla których nie każdy człowiek ze swej natury jest człowiekiem żądnym władzy, rywalizacji i sukcesu za wszelką cenę, a jakiegoś empatyka ma prawie każdy w swym gronie przyjaciół. Jeden to także z powodów, dla których  szczera przyjaźń nie wymarła do szczętu.  Czy takie myśli, żartobliwe i po trosze poważne, są idealnym lekarstwem na meteopatycznie uwarunkowaną migrenę, nie jest pewne. W Jedlni Letnisku w pobliżu Radomia i Puszczy Kozienickiej bywają skuteczne.

W Jedlni, 18 marca 2010
 

Tekst napisany dla Forum Klubowego
Odsłony: 3970